Skoro powiedziałem ‘A’ moją opowieścią o Stevenie Seagalu, trzeba iść dalej w tym alfabecie kina akcji. Literami, która zasponsorują dzisiejszy odcinek są: JCVD. Wiem, że niektórym skrót ten skojarzy się ze znaną w swoim czasie firmą produkującą magnetowidy (w różnych miejscach Polski znanych jako poczciwe wideło), ale dziś nie o elektronice, a o panu, który do perfekcji opanował przypinkę bicepsa, niekwestionowanym królu latających kopnięć oraz szpagatów. Szpagatów, które wielu mężczyzn przyprawiają o ból poniżej pępka od samego patrzenia. Proszę Państwa Czytelnictwa – dzisiaj przed Wami Jean Claude van Damme.

Jeśli myślicie, że nazwisko to brzmi pretensjonalnie – wstrzymajcie na chwilę oddech, bo oto prawdziwe nazwisko naszej dzisiejszej gwiazdy: Jean-Claude Camille François Van Varenberg. I co zatkao kakao? Warto było zmieniać? No właśnie… Przypomina mi to jedną ze scen w genialnej komedii Mela Brooksa – „Faceci w rajtuzach” / „Men in tights”. Był tam taki dialog złego księcia Jana z czarownicą:

KJ: „Hmm, masz takie ciekawe nazwisko – Latryna”
Cz: „Tak, przodkowie zmienili je na Latryna w IX wieku”
KJ: „Zmienili NA Latryna??!?”
Cz: „Wcześniej brzmiało Sracz”
KJ: „Doskonała zmiana”

Kiedy Jean był jeszcze Camillem

Tradycyjnie zacznijmy od faktów. Urodzony 18 października roku pańskiego 1960 (czyli niedawno obchodził 57 urodziny – nieźle się chłop trzyma) w Belgii. Co robił, zanim dał się poznać jako najlepiej rozciągnięty mężczyzna na zachodzie? Ano już za lat szczenięcych rozpoczął treningi Shotokan Karate, z efektem w postaci czarnego pasa. Mniej więcej w wieku lat 18 postanowił podpompować trochę bicka i poszedł w ciężary, co wg. oficjalnej (auto)biografii (dowody trudno dostępne) doprowadziło go do tytułu w kulturystyce – Mr. Belgium. Jeśli chodzi o sporty walki był podobnież nieźle zapowiadającym się zawodnikiem. Zaczynał od walk w formule semi-contact (taka trochę szermierka – każdy kontakt to punkt i przerywa walkę), a kończył na zawodach pełno-kontaktowych (oficjalnie walki pełno-kontaktowe zakończył z rekordem 18 zwycięstw i jedna porażka). To był okres, kiedy dorobił się najbardziej znanego (w czasach późniejszych) szpagatu w Hollywood. Gdzieś po drodze do tego wszystkiego zaczął jeszcze uczęszczać na zajęcia z baletu.

Hollywood – pierwsze uderzenie

W roku 1981 (lub 1982 – zależy od źródła), wraz z ziomkiem – Michelem Qissi (późniejszy Tong Po z „Kickboxera”) wyruszają na podbój Stanów Złajdaczonych Ameryki. Początki są trudne – JCVD rozwozi pizzę, jest kierowcą limuzyny, układa dywany, a w międzyczasie szkoli się w języku language. Jego pierwsze role filmowe mają najczęściej dopisek – „uncredited”, albo „gay karate man”, co na nasze oznacza, że były to występy typu „zwłoki leżące twarzą do ziemi” lub inne o podobnym znaczeniu dla fabuły. Jednak wśród tych ról można dostrzec źródło jego późniejszych sukcesów. Jednym z epizodów był bowiem występ u już wtedy gwiazdy kina kopanego, czyli samego Pana Z-Półobrotu Chucka Norrisa w „Zaginionym w akcji” („Missing in action”). Prawdopodobnie wtedy jeden włos z boskiego czakowego wąsa spadł na głowę początkującego Jean Claude’a i dał mu w ten sposób przepustkę do Panteonu sław kina akcji.

1986 Bez odwrotu / Karate Tygrys (No retreat, No surrender; Karate Tiger)

Jean-Claude Van Damme w filmie Bez odwrotu
Jean-Claude Van Damme jako przybysz zza Żelaznej Kurtyny pokazuje Amerykanom sztuczki z wiązaniem rąk na supeł.

Pierwsza większa rola przychodzi w filmie „Bez odwrotu” („No retreat, no surrender”), znanym również jako „Karate tygrys” („Karate tiger”). Ręce do tej pory trzęsą mi się i pocą, jak przypominam sobie mój pierwszy kontakt z tym filmem. Oglądałem go tak wiele razy, że VHS po jakimś czasie odmawiał posłuszeństwa.
JCVD w tym filmie, dzięki wysokim umiejętnościom szpagatowym i niskim umiejętnościom lingwistycznym, gra złego Ruska, który jest głównym oponentem młodocianego karateki. Fabuła – przyznam dosyć oryginalna – zorganizowana grupa przestępcza chce przejąć  kontrolę nad wszystkimi szkołami karate w Ameryce (jakby to powiedział Siara – „Mają rozmach skurwiesyny”). No i tak sobie przejmują i w końcu trafiają do dojo, gdzie trenuje główny protagonista (a trenerem tamże jest jego ojciec). Trenerowi bohatera zły Ruski łamie nogę. JCVD „pa ruski” zowie się Ivan Kraschinsky (zastanawiam się, czy w Stanach znają jakieś inne rosyjskie imiona). Na tę okoliczność familia bohatera ucieka do innego miasta, żeby ograniczyć kontakty ze wspomnianą mafią. W nowym miejscu bohater sobie nie radzi, nie może znaleźć ziomków i jeszcze dostaje „prztyczka w nos” od lokalesów. Wkurza się, niszczy pokój treningowy i memorabilia po swoim idolu – Bruce Lee. Później odwiedza grób idola i prosi go o pomoc. W końcu przychodzi do niego duch Bruce’a (wątek metafizyczny w stylu Ingmara Bergmana), który zgadza się prowadzić młokosa przez meandry treningu sztuk walki. Duch prowadzi bohatera do momentu, gdy ten staje się szybszy od Bena Johnsona na dopingu, robi pompki na jednej ręce i dwóch palcach oraz jest w stanie pokonać na raz 6 worków wypełnionych piaskiem. W tym momencie przychodzi oczywiście czas na finałową konfrontację ze znienawidzonym pobratymcem Stalina. Pretekstem jest turniej karate, na który wyrusza nasz bohater (jako zwykły kibic), a na który wpadają (jako niezapowiedziani uczestnicy) goście z mafii. Mafia w trakcie turnieju organizuje konkurs „Kto pokona Ivana ten dostanie banana”. Ivan po nieczystej walce rozbija w pył wszystkich oponentów. Tego okazuje się być zbyt wiele. W głównym bohaterze wzmaga żądza zemsty i duch Bruce’a Lee, który każe mu zdjąć dresy i nakopać do dupy przybyszowi zza Żelaznej Kurtyny. Po finałowym ciosie JCVD ląduje na deskach za ringiem, „mafia się rozpada, poddają się Chiny” (©Big Cyc „Kapitan Żbik”), a bohater dostaje rękę księżniczki i połowę królestwa.

Dla tych, którzy chcieliby przeżyć to jeszcze raz link tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=Ua8Tgv99Ljc

1987 Predator  (for-fiter ku*wa)

Po tym przełomie JCVD ponownie otarł się o wielką akcję – miał szansę wystąpić w słynnym „Predatorze” (na nasze tytuł był chyba przetłumaczony jako „Drapieżca”, a chyba też czasami „Łowca”). I nie, nie miał zastąpić Arnolda w jednym z najlepszych ever thrillerów/horrorów SF. Miał szansę na rolę jako „brzydki matko…fucker”. I nawet brał udział w nagraniach, ale generalnie na przeszkodzie stanęło szereg czynników, które sprawiły, że rolę dostał jednak Kevin Peter Hall. Wersji dlaczego JCVD został wywalony (tudzież odszedł) z ekipy „Predatora” jest tyle, ilu ludzi przy tym pracowało – a to, że JCVD narzekał, bo chciał, żeby ludzie go widzieli, a kazali mu biegać w kostiumie homara (tak bowiem na początku miał wyglądać drapieżca – jak nie wierzysz patrz tutaj: https://youtu.be/A1GfUoB0kog?t=7), w dodatku w tropikalnym upale, w którym grzał się jak Jungingen pod Grunwaldem. Drugi powód, który krąży jest taki, że bossowie jak zobaczyli homara, który w dodatku był mikrego wzrostu (JCVD to nie materiał na koszykarza), to wywalili i kostium i JCVD (następca – Kevin Peter Hall – miał zaledwie 218cm wzrostu). Popularna była też teoria, że JCVD dowiedział się, że jego „Krwawy sport” („Bloodsport”) dostał finansowanie i sabotował własny występ w „Predatorze”, bo studio samo nie chciało go zwolnić z kontraktu. Tak czy siak, dla wszystkich moim zdaniem na dobre to wyszło, bo zarówno „Predator” jak i „Krwawy sport” stały się klasykami w swoich niszach.

Hongkong – podwójne uderzenie

W aktorskiej karierze JCVD następuje kolejny skok jakościowy. Jego początkiem jest rok 1988 kiedy zostają wypuszczone dwa jego filmy – legendarny już „Krwawy sport” („Bloodsport”) oraz „Czarny orzeł” („Black eagle”).

1988 Krwawy sport / Bloodsport

Historia bazująca na faktach z życia Franka Duxa – rzekomego żołnierza i jednocześnie uczestnika nielegalnych walk Kumite odbywających się w Hongkongu pod auspicjami tajnej organizacji Czarny smok. I o ile prawdziwość tych faktów była wielokrotnie kwestionowana, o tyle film, który powstał na bazie tej historii przeniósł JCVD do rozrywkowej pierwszej ligi.

JCVD gra właśnie Franka, wyszkolonego przez amerykańskie wojsko i jednocześnie przez mistrza sztuk walki z Japonii. Dostaje zaproszenie na tajemniczy turniej. W turnieju biorą udział zawodnicy z całego świata m.in. Donald Gibb (szerszej publiczności dał się poznać jako Ogre z „Zemsty frajerów” i jedyny człowiek w showbiznesie z zezem rozbieżnym), Bolo Yeung (znany już wtedy m.in. jako człowiek z „Wejścia smoka” z Brucem Lee, który robi z ludzi naleśniki).

Jedna z ciekawszych scen filmu to procedura rejestracji na turniej (przy okazji, ekipa amerykańska czyli Ogre i JCVD jest oprowadzana przez Azjatę bardziej amerykańskiego od hamburgerów z McDonalda). JCVD robi Dim Mak (na polskie: „rozbija w drobny mak”) cegłę na spodzie stosu, na co Bolo Yeung (znany w niektórych kręgach jako „Wujek Staszek mistrz ciętej riposty)” szybko odpowiada w oksfordzkim angielskim: „Brick not hit back” („Cegła nie umie oddać”)!

Jean-Claude Van Damme i Bolo Yeung walczą w filmie Krwawy sport
Jean-Claude Van Damme pokazuje Bolo Yeungowi jak się robi bitki z wątroby

JCVD przez cały film ucieka przed agentami armii amerykańskiej, którzy mają go ściągnąć do domu, zanim zrobi sobie krzywdę (szkolenie ze skuteczności przechodzili chyba u inspektora Clouseau). W międzyczasie Frank / Jean robi sztuczki z monetami, podrywa panią dziennikarkę (skutecznie) – niestety wycięta została scena zbliżenia (być może dlatego, że uwzględniała szpagat na krzesłach i kopnięcia z wyskoku, co mogło być zbyt mocne dla purytańskiej amerykańskiej publiki).

W międzyczasie Ogre na Kumite dostaje tęgie baty od Bolo Yeounga, za co JCVD poprzysięga zemstę. Finał oczywiście to konfrontacja JCVD z Bolo. Bolo ucieka się do brudnych sztuczek sypiąc biały proszek w oczy Jeana, co mogłoby tłumaczyć późniejsze „hobby” w prawdziwym życiu. Ostatecznie JCVD przypomina sobie jak walczyć w „stylu Braille’a” („look mommy – no eyes”) i pokonuje Bolo z użyciem (a jakże) kopnięcia z wyskoku.

I wszyscy żyli długo i szczęśliwie …

Jeszcze tylko jedna szybka wrzuta z soundtrackiem, bo to muzyczny klasyk lat osiemdziesiątych – tu link do całości i skaczemy od razu do „Fight to sruvive” (tego kawałka, gdzie w refrenie krzyczą „kumite, kumite, kumite …”).

1988  Czarny orzeł / Black eagle

W tym filmie JCVD znowu gra przybysza z kraju wódki, kawioru, złego smaku i nadmiernego zamiłowania do złota. Ponownie staje też po złej stronie barykady. Tym razem protagonistą i  jego przeciwnikiem był Sho Kosugi – weteran filmów o ninja (m.in. „Prośba o śmierć” / „Pray for death” w PL na VHSach znany jako „1000 oczu ninja”, czy tzw. „Trylogii Ninja”). JCVD to Ruski imieniem Andrei, który rzuca nożami, robi szpagaty, a spojrzenie ma tak intensywne jak Krystyna Pawłowicz, której ktoś wyrwał z ręki kanapkę. W finałowym starciu JCVD niestety przegrywa, ale tu zaskoczenie, nie z głównym bohaterem, z którym to potyczka była jedynie preludium (i to raczej zwycięskim). Finałowa walka to JCVD kontra śruba okrętowa kontenerowca z wynikiem 1:0 dla śruby.

1989 Cyborg

JCVD jako Gibson Rickenbacker w post-apokaliptycznym świecie, w którym życie jest tańsze od szpagatu. Film brutalny, JCVD nawet wybił jednemu z aktorów wspierających oko. W tym filmie jest scena-trybut dla Conana Barbarzyńcy, czyli ukrzyżowanie Jean-Claude’a. Jest to pierwszy film z trylogii Cyborga (w pozostałych JCVD nie grał, ale jako ciekawostka w części drugiej mogliśmy oglądać młodziutką Angelinę Jolie). Powoli już tradycyjne niskie oceny krytyków i hit na box office, ale umówmy się, krytyk to jest ktoś taki co nic sam nie umie robić (a poza tym się boi) i dlatego został krytykiem.

1989 Kickboxer

Ten film to pieczątka na certyfikacie „action superstar” wystawionym na nazwisko Van Damme. Młody JCVD (jako Kurt Sloane) przyjeżdża ze starszym bratem Erykiem (mistrzem świata w kickboxingu) do Tajlandii na konfrontację owegoż brata z lokalnym mistrzem – Tong Po (grany przez wspomnianego wcześniej ziomka JCVD – Michela Qissi). No i ta konfrontacja wyglądała trochę jak pamiętna walka Andrzeja Gołoty z Lennoxem Lewisem – Eryk myślał, że będzie zapoznanie, wizyta w tajskim salonie masażu z happy endem, a ten Tong Po od razu zaczął go okładać łokciami, kolanami i na koniec złamał mu kręgosłup.

Tong Po (Michael Qissi) w filmie Kickbokser
„Łamałem ludzi (nie systemy), zanim to było modne” Tong Po (wypowiedź po wygranej walce z Erykiem Sloanem)

JCVD, zamiast z nowopoznanym kompanem zamelinować się na tydzień w tajskim barze ze striptizem i rozpuścić żałobę w wódzie oglądając ping pong show, poprzysięga zemstę (jak to ma w zwyczaju) na Tong Po. Nowy kumpel pomaga JCVD znaleźć trenera, który będzie w stanie wytrenować go do konfrontacji z zabójczym Tajem. Tak Kurt poznaje mistrza Xiana, który po pewnych naleganiach decyduje się zapoznać Kurta ze starożytną tajską sztuką walki – Muay Tai. Od słowa do słowa JCVD zostaje niemalże rozerwany na pół maszyną BDSM (te numery polubił już w „Krwawym sporcie”), ucieka przed wściekłym owczarkiem niemieckim, przegrywa walkę z bambusem („tree won”), zostaje nawiedzony przez buddyjskiego orła i finalnie bierze wiodący udział w najbardziej epickiej scenie tańca od czasów „Dirty dancing” (Xian: umiesz tańczyć, takie amerykańskie tańce, disco? Kurt: no jasne, jestem zajebistym tancerzem”):

Te wszystkie wysiłki się opłacają, bo Kurt po jednej z walk na ringu zostaje ogłoszony „noksu kał” (po tajsku to podobno „biały wojownik”, po polsku brzmi bardziej jak „brązowy”). To wydarzenie pozwala zorganizować walkę z Tong Po. Walka odbywa się na „stare pieniądze”, czy tam „stare zasady”, czyli zawodnicy maczają łapy (zawinięte w sznurki) w żywicy i rozbitym szkle (genialna parodia w Hot Shots: Part Deux tutaj). Finalnie, pomimo dodatkowych trudności w postaci porwanego przez tajską mafię brata, JCVD pokonuje Tong Po, w czym znaczący udział mają jak zwykle kopnięcia z wyskoku i prężenie belgijskiej muskulatury.

Krytycy po obejrzeniu tego dzieła nie mogli dojść do porozumienia, czego w tym filmie jest najwięcej: absurdów w fabule, stereotypów rasowych czy kserówki z „Karate Kid” (z lekką domieszką „Rocky” i „Rambo”). Ale publiczność nie miała wątpliwości – na otwarciu ten film znalazł się w Top 3 amerykańskiego box office’u i ugruntował pozycję JCVD w kategorii filmów kina akcji.

1990 Lwie serce  (po ang. są 4 tytuły Leon / A.W.O.L / Lionhart / Wrong Bet)

Następnym filmem w kolejności jest “Lwie serce” – kolejny „ulubieniec” krytyków i kolejny hit box office’u.

JCVD jako Leon (czasami pisane Lyon) idzie na tzw. „samowolkę” z oddziału Legii Cudzoziemskiej (czyli samowolne oddalenie z wojska – w języku Jasia Fasoli to „Absent WithOut leave”), żeby pomóc finansowo rodzinie brata. Brat uznał bowiem, że „Lepiej spłonąć od razu, niż tlić się powoli” (w dojściu do tego wniosku pomógł mu co prawda jego diler) i zmarł z przedawkowania materiałów pirotechnicznych. Z prostych obliczeń wyszło Leonowi, że robota to głupota i najszybszy szmal zarobi na udziale w nielegalnych ulicznych walkach (kto inny mógł później zagrać w „Ulicznym wojowniku” / „Street fighter”?). W pierwszej z tych walk otrzymuje przydomek „Lwie serce” („Lionhart”). Jako, że walki to wdzięczny powód do zakładów, to wszyscy stawiający przeciwko Leonowi, obstawiają źle („Wrong bet”).

Jeden z pierwszych nielegalnych pojedynków Leona to konfrontacja z typem w skórzanej kamizelce zarzuconej na gołą klatę, z fryzurą na Ridge’a Forrestera, który na początek zaleca się do JCVD tymi oto słowami:

Jesteś taki ładny, że nie wiem, czy chcę się z tobą bić, czy cię zerżnąć („You’re kinda pretty – I don’t know if I wanna fight you or fuck you”).

JCVD w odpowiedzi na tak postawioną propozycję wykonuje dynamiczny „masaż” klejnotów rodowych niedoszłego kochanka. Nie zdobywa tym serca Ridge’a, który zaczął po tym rozważać zmianę ścieżki kariery na poznańskie słowiki. Ściąga za to na siebie uwagę bogatej fanki nielegalnych walk (Cynthia). Fanka odkrywa przy okazji, że stawiając na Leona, stawia dobrze i chce na nim zarobić ile się da. Leon po drodze do finałowej walki (tak wiem, nie jest to jakiś odkrywczy scenariusz i parę razy jeszcze się powtórzy 😉 pokonuje Szkota w spódnicy, kogoś ala Fabio w basenie (basen z wodą, nie z kisielem). Ostatecznym bossem jest tym razem rodzony brat Tong Po o wdzięcznym imieniu (w filmie) – Attyla. Cynthia ukrywa, że Leon jest kontuzjowany (połamane żebra) i po cichu stawia wszystko na Attylę. Dodatkowo Leona ścigają agenci Legii Cudzoziemskiej („Bóg wybacza, Legia nigdy” – czy jakoś tak to leciało), którzy „przypadkowo” dostali bilety na pierwsze miejsce finałowej walki. Pomimo tych dodatkowych trudności Leon rozbija w pył Attylę. Poobijanego Leona zawijają legioniści, pozwalają mu jedynie pożegnać się z rodziną brata. I tu okazuje się, że Legia czasem też wybacza. Agentów tak wzruszyła scena pożegnania, że puszczają Leona wolno.

Całość tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=3Zow-xwWINE

1990 Wykonać wyrok / Death Warrant

JCVD jako twardy glina z Kanady Louis Burke, który zgadza się zostać więźniem, żeby ustalić przyczynę zagadkowych zgonów w jednym z więzień. W drodze do prawdy podbija serce czarnych braci w ZK, bzyka prawniczkę, która mu pomaga i finalnie rozprawia się, ze swoim „arch nemezis” – panem o wdzięcznym i dźwięcznym pseudonimie Piaskun (Sandman). Jakbym miał podsumować ten film jednym zdaniem to szło by tak: „Mr. Van Damme bring me a good dream”.

1991 Podwójne uderzenie / Double Impact

JCVD wraca w glorii na znane tereny Hong Kongu. Wg. mojej prywatnej klasyfikacji, jest to pierwszy z tzw. „filmów schizofrenicznych”, gdzie JCVD gra więcej niż jedną postać. Tym razem w roli braci bliźniaków rozdzielonych przez zły los w wieku niemowlęcym (na dodatek zły los w mafijnym przebraniu pozbawia ich również rodziców). Chad (pierwszy z braci) wygrywa na loterii życia i zostaje trenerem fitness w USA, a na poniższym filmiku daje krótką lekcja dlaczego w treningu ważne jest rozciąganie:

Nie dość, że dla niego praca to połączenie jego dwóch pasji (szpagaty i dupeczki), to na dodatek wprowadza na salony modę na męskie legginsy, które do tej pory doceniane były tylko w kręgach baletmistrzów. Z kolei Alex (drugi z braci) ma trochę bardziej pod górkę – na dobry początek trafia do sierocińca w Hong Kongu i od tamtej pory jest zdany tylko na swój spryt, siłę swoich pięści i podręczny słoik z brylantyną.

Jean-Claude Van Damme jako Alex w filmie Podwójne uderzenie
Jean-Claude od zawsze był pionierem stylu – mokry włoch (od włosy) w jego wykonaniu.

Po pewnym czasie, na skutek działań opiekuna Chada, dochodzi do rodzinnego spotkania, po którym bracia od razu odkrywają w sobie pokłady braterskiej miłości (w jednej z jej przypływów Alex nadaje Chadowi ksywkę „Mister Jedwabne Gacie”, a z kolei w innym chce mu rozłupać czaszkę za rzekomy romans z wybranką swego serca). Bracia oczywiście (jak to u JCVD w zwyczaju) poprzysięgają zemstę na tych, którzy zamordowali ich rodziców i zniszczyli dzieciństwo. Okazuje się, że szefa mafii w tych wysiłkach wspierał Bolo Yeung. Na szczęście dla bliźniaków mafia nie wie, że jest ich dwóch (znają tylko Alexa), a na dodatek dziewczyna Alexa pracuje w mafijnej firmie i dostarcza dane wywiadowcze. Sytuacja pod koniec się lekko komplikuje, mafia porywa dziewczynę Alexa i opiekuna prawnego Chada. Chłopaki więc obmyślają plan odbicia, który na pierwszym miejscu ma oczywiście konfrontacje z Bolo w stroju topless, szpagaty, ale jest też smaczek w postaci walki Alexa z kobietą o udach ze stali.

Jean-Claude Van Damme walczy z Cynthia w filmie Podwójne uderzenie
Niejeden za nastolatka marzył, żeby znaleźć się w tym uścisku.

Long story short – Alex i Chad wygrywają swoje potyczki, rodzina pomszczona, zakładnicy odbici, „mafia się rozpada, poddają się Chiny” (zaczynam się powtarzać jak scenariusze filmów JCVD).

Szczytowanie na planie

Ten etap w życiu JCVD upływa pod znakiem świętego dolara. Kolejne filmy i kolejne sukcesy – mniejsze lub większe na rynku, ale zdecydowanie opłacalne dla samego aktora.

1992 Uniwersalny żołnierz / Universal Soldier

JCVD jako Luc Deveraux aka GR44, czyli taki trochę Jezus, trochę zombie, bo poległy w Wietnamie, na skutek szaleństwa Dolpha Lundgrena (Andrew Scott aka GR13) i przywrócony do żywych w ramach specjalnego tajnego programu armii amerykańskiej zowiącego się Universal Soldier (UniSol). Żołnierze owi zyskują quasi nieśmiertelność, potrafią zjeść 20 hamburgerów na jedno posiedzenie i pchać samochód osiągając prędkość wehikułu na poziomie „pchasz samochód szybciej niż moja matka prowadzi”. Film robi furorę na świecie. Notatka dla miłośniczek i miłośników wdzięków JCVD: jeden z serii wielu filmów, w których można obejrzeć dupę Jeana.

1993 Last Action Hero

JCVD wpada w szybkie odwiedziny na plan filmu Arnolda (w roli „Himself”), do którego był od zawsze porównywany (jako mniejsza, gorsza kopia). Ten epizod podkreśla symbolicznie status JCVD jako gwiazdy kina akcji.

1993 Uciec ale dokąd / Nowhere to Run

Jako Sam Gillen – „dobry” więzień, który ucieka z konwoju, podrywa sexy mamuśkę (wdowę), jej syna uczy jak przeżyć pod namiotem, remontuje stary motocykl. Dokopuje też bezwzględnemu developerowi, który chce mamuśkę wyeksmitować z domu i przejąć jej działkę. Dupa Jeana dalej w formie.

1993 Nieuchwytny cel / Hard Target

Jako Chance Boudreaux JCVD walczy z ludźmi, którzy urządzają łowy na innych ludzi. Nasz bohater staje się celem jednego z kolejnych polowań urządzanych przez Larsa Henriksena (jeden z weteranów filmów klasy od B do Z, postać bardziej złowieszcza od ministra Szyszko). Niestety dla łowczych, tym razem to „jeleń” poluje, a głowa myśliwego zawiśnie nad kominkiem. JCVD w finale realizuje „plan Hiroszima” znany z filmu „Tango i Cash”. W filmie na wielki ekran i wielkim stylu powraca moda na fryzurę ala czeski piłkarz (tudzież Rudi Voeller).

Jean-Claude Van Damme w filmie Nieuchwytny cel prezentuje fryzurę ala czeski piłkarz
Podobno „Es gibt noch ein Rudi Veoller”, ale JCVD fryzurą może z nim konkurować.

1994 Strażnik czasu / Timecop

JCVD jako Max Walker, czyli policjant podróżujący w czasie i pilnujący, żeby inni podróżujący w czasie nie namieszali czegoś w przeszłości, co znowu namiesza w przyszłości. A jest jeden koleżka, co już kiedyś namieszał i chce mieszać dalej – skorumpowany senator McComb (grany przez nieżyjącego już Rona Silvera). JCVD nauczy go, że mieszać to sobie może ale w pomidorowej zrobionej z rosołu z niedzieli, a nie w czasie. Przy okazji przywróci do życia żonę i partnera z policji (czyli sam trochę namiesza, ale jak wiadomo – „co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie”). Przy okazji takie moje osobiste wyznanie – ten film to zdaje się jeden z lepszych wyników kasowych w historii Van Damme’a, a ja z niego pamiętam jakieś strzępy. Niby oglądałem sporo razy, należy do kanonu, a jednak nie wywarł na mnie takiego wrażenia jak wiele innych.

1994 Uliczny wojownik / Street Fighter

JCVD wciela się w pułkownika armii USA Williama F. Guile’a w adaptacji słynnej gry komputerowej. Po ujrzeniu tego „arcydzieła” wielu fanów gry nie wydłubało sobie oczu tylko dlatego, że wystąpiła tam australijska gwiazda Kylie Minogue w roli Cammy. JCVD nie bardzo się wzruszył falą krytyki pod adresem swoim i filmu, bo w tym czasie wycierał tyłek studolarówkami i pokazywał Kylie, jak to określił w jednym z późniejszych wywiadów, „swój Bangkok” (różne określenia penisa w życiu słyszałem, ale przyznacie, że to ma w sobie pewną oryginalność). Przy okazji, to chyba ostatni film kinowy w życiu dobrego aktora, jakim był Raul Julia (tutaj jako Generał Bison – dyktator z piorunującym uderzeniem i zagrany z szekspirowską emfazą).

Jean-Claude Van Damme i Kylie Minogue jako Guile i Cammy w flimie Uliczny wojownik / Street fighter
Jean-Claude Van Damme pyta Kylie Minogue, czy czuje już „jego Bangkok”.

1995 Nagła śmierć / Sudden Death

Wracamy to pewnego poziomu, do którego JCVD nas przyzwyczaił i dobrej dawki akcji. Tym razem jako Darren McCord – były kanadyjski strażak, który zajmuje się teraz „zmienianiem żarówek” musi uratować życie swoich dzieci i wiceprezydenta USA uwięzionych wraz z kilkoma dziesiątkami tysięcy widzów w zaminowanym przez terrorystów lodowisku, na którym rozgrywany jest finał ligi NHL , czyli walka o puchar Stanleya. JCVD, jak każdy kanadyjski strażak, zna się na: podkładaniu bomb, rozbrajaniu bomb, sztukach walki, improwizowanych pistoletach z przedmiotów codziennego użytku, języku migowym i ma całkiem niezłe one-linery (Agent CIA do JCVD: „Nawiązałeś kontakt z terrorystami?” JCVD: „Zabiłem trzech – czy to jest kontakt?”). Finał wiadomy – terroryści zabici, rodzina i prezydent uratowani, JCVD wygrywa puchar Stanleya.

1996 The Quest

Ten film mógłby mieć podtytuł – Nieślubne dziecko „Krwawego sportu” i „Kickboxera”. Główny bohater (Christopher Dubois) to taki trochę Frank Dux z „Krwawego sportu”, tylko przeniesiony kilkadziesiąt lat wstecz w stosunku do oryginału (przy okazji: prawdziwy Frank Dux brał udział przy tej produkcji, ale później się z JCVD pokłócili i spotkali w sądzie). Pokrętną drogą, przy udziale brytyjskiego arystokraty i hochsztaplera (Roger Moore), JCVD trafia na turniej organizowany przez … nie, nie przez organizację Czarny Smok, ale do wygrania w turnieju jest za to Smok Złoty. Walczą oczywiście przybysze z różnych państw, przedstawiciele różnych sztuk walki, wśród nich jest stary znajomy, czyli Attyla (tym razem jako turecki pogromca), a JCVD reprezentuje Muay Tai. Jest też pani dziennikarka, bliźniaczo podobna do tej z „Krwawego sportu”, którą podniecają męskie spocone ciała biorące udział w brutalnych konfrontacjach. Finał jest zaskakujący … pomimo przeciwności losu JCVD wygrywa turniej, pokonuje tureckiego ogra i dokonuje zemsty (zapomniałem powiedzieć, że po drodze Turek zabija kumpla Van Damme’a?) 😛 .

1996 Maksimum ryzyka / Maximum Risk

Kolejny z serii schizofrenicznych filmów JCVD, gdzie gra on podwójną rolę –  Alaina Moreau i Mikhaila Suworowa. Bracia rozdzieleni za niemowlęctwa (skąd my to znamy?), jeden (Mikhail) trafia do ruskiej mafii w USA, a drugi (Alain) ma sielskie anielskie dzieciństwo we Francji (skąd my to znamy??). Mikhail odkrywa przeszłość i wysyła wiadomość do Alaina. Alain podąża śladami brata do USA, gdzie odkrywa, że brat już niestety nie dycha. Dalej rozpoczyna się komedia pomyłek, od „zaliczenia” „wdowy” po bracie (grała ją Natasha Henstridge, więc trochę można go rozgrzeszyć) począwszy, na rozwaleniu ruskiej mafii skończywszy. No i z tą wdową żyli długo i szczęśliwie. Dupa Jean Claude’a w brawurowej roli drugoplanowej w ruskiej bani.

Natasha Henstridge w filmie Maksimum Ryzyka (w roli glównej Jean-Claude Van Damme)
Natasha Henstridge – strój późno-wieczorowy

JCVD i fabryka kokainy

JCVD powoli zaczął przegrywać w Fabryce Snów. W tym czasie jedno co wygrał, to złoty abonament u przedstawicieli kartelu z Cali. Można znaleźć opowieści o tym, że JCVD tak się „wciągnął” w temat, że w jeden wieczór potrafił wyniuchać do 10 gramów kolumbijskiego kataru i wydawał na towar 10 000 dolarów amerykańskich USA tygodniowo. Jak opowiadał w późniejszych wywiadach ten okres to czas, kiedy non-stop albo kręcił filmy, albo je promował, uwierzył w swoje boskie namaszczenie i to że ma nozdrza jak odkurzacz.

Taki styl życia oczywiście nie mógł pozostać bez wpływu na formę na dużym ekranie. JCVD powoli zaczyna wypuszczać coraz pośledniejszej jakości filmy, niektóre mają pewną wartość rozrywkową, ale trudno je nazwać „klasykami”.

1997 Partnerzy / Double Team

Jako Jack Quinn współpracuje z Dennisem Rodmanem, żeby dopaść terrorsytę Stavrosa granego przez Mickeya Rourke’a. Mickey jeszcze przed większością operacji plastycznych, więc nie wygląda tak strasznie, ale robi straszne rzeczy. No i od słowa do słowa finalnie kończy swe marne życie w rozrywkowy sposób – wchodząc na minę będąc jedocześnie jedzony przez tygrysa w rzymskim Koloseum. A JCVD, wraz Denisem i świeżo-narodzonym dziecięciem chowają się przed wybuchem tony trotylu za automatem coca-coli – generalnie ubaw po pachy.

1998 Za ciosem / Knock Off

Raz na jakiś czas gwiazdorzy kina akcji wcielają się w coś spoza swojego standardowego emploi. Tak jak wcześniej opisywany Steven Seagal postanowił raz zagrać naukowca, tak JCVD postanowił zagrać „fashion deisgner’a” (kiedyś po takim zdaniu pisało się „sic!”). JCVD jako Marcus Ray wchodzi w konszachty z CIA (pod postacią Boskiego Żigolo, czyli Roy’a Schneidera) w reżyserowanej przez Tsui Harka komedii sensacyjnej, z której mało kto wychodzi zwycięsko (może oprócz tych, którzy w niej nie zagrali).

1998 Legionista / Legionnaire

W zalewie sztampy ten film jawi się jak powiew świeżości w produkcjach JCVD. Jako Alain Lefevre, bokser, który nie chciał się ugiąć przed mafią i nie sprzedaje walki (start trochę taki ala „Pulp Fiction”), chce uciec z dziewczyną (byłą kochanicą szefa mafii) do USA. Niestety dla niego kończy w Legii Cudzoziemskiej, gdzie jego życie kręci się wokół piachu: je piach, myje się piachem i broni piachu przed Berberami w Afryce. Dlaczego ten film jest inny – mało sztuk walki, 0 (słownie zero) szpagatów, jest to bardziej film wojenny niż typowa vandamka. A i zapomniałbym – dupa Van Damme’a nie dostała nawet trzecioplanowej roli.

1999 Uniwersalny żołnierz: Powrót / Universal Soldier: The Return

Franczyza pt. „Uniwersalny żołnierz” przez kilka odcinków radziła sobie bez aktorów, którzy przyczynili się do jej sukcesu, czyli bez JCVD i Dolpha Lundgrena. Ten film to powrót Van Damme’a do postaci Luca Deveraux, niestety powrót ten jest tak udany jak powrót 80% żon do wagi z dnia ślubu.

1999 Do piekła ,  Inferno: Piekielna walka / Inferno, Desert Heat

Historia platonicznej miłości między JCVD (Eddie Lomax), a Dannym Trejo (Johnny Sixtoes), obfitująca w trudne rozmowy o życiu (obydwaj to eks-snajperzy), sceny męsko-męskiego masażu stóp, picia taniej whisky / tequili i najgorszego wykonywania piosenek od czasu wynalezienia karaoke. Dla niepoznaki film ten (pionierski w stosunku „Tajemnicy Brokeback Mountain” w zakresie poruszanej tematyki), został poprzetykany scenami strzelanin, seksu grupowego z udziałem JCVD i randomowych lasek (w pewnym momencie miałem lęki, że w ferworze nie ominie też jednej starszej pani). Są też konfrontacje z lokalnymi redneckami, a także brawurowy występ dupy Van Damme’a (dziwię się, że na tym etapie nie otrzymała ona jeszcze nominacji dla „najlepsza dupa w roli drugoplanowej”). Koneserów zapraszam tutaj (ostrzegam, że wbijasz na scenę z tequilą i masażem):

Filmów w tej kiepskiej serii było jeszcze kilka, ale mi utkwiły w pamięci już tylko dwa:

2001 Replikant

Kolejny z filmów schizofrenicznych. Van Damme gra jednocześnie złego (podpalacz-psychopata) i dobrego (klon podpalacza-psychopaty, człowiek z czterdziestoletnim ciałem, ale psychiką dziecka). Dobry jest wykorzystywany bezlitośnie przez policjanta, który chce złapać podpalacza. Film wyrył mi się w pamięci dlatego, że JCVD uruchamia pokłady aktorskiego talentu jako dobra postać (serio). Niestety dla niego, Akademia Oskarowa nie mogła go wziąć pod uwagę, bo jak wiemy z filmu „Jaja z tropików” („Tropic Thunder”), Akademia nie lubi gdy idziesz „full retard”.

2006 Korpus weteranów / The Hard Corps

Film to klasyczna vandamka, gdzie JCVD gra weterana wojen w Iraku i Afganistanie, który aktualnie ochrania byłego mistrza świata w boksie. Film z grubsza bez historii, ale jeden cytat był niezły: „Ten chłopak załatwiłby Michaelowi Jacksonowi pracę w przedszkolu” (o prawniku, synu gangstera).

JCVD (Van Dammage)

Po wielu raczej chudych latach w roku 2008 JCVD zaatakował czymś zgoła odmiennym od szpagatów i gołej dupy. Tym filmem wygrywa u mnie zdecydowanie w rankingu ze Stevenem Seagalem, bo pokazuje, że oprócz standardowego dla aktorów kina akcji, wybujałego ego, które początkowo ciągnie ich w górę, żeby później pogrzebać ich szanse na jakiekolwiek znaczące role, ma jeszcze dystans do siebie. Film to fabularyzowana biografia JCVD, która pokazuje życie lekko podstarzałego gwiazdora, który świeci już tylko blaskiem dawnej chwały. Obecnie mierzy się z problemami życia codziennego: kolejny rozwód, ograniczone kontakty z dziećmi, kolejne propozycje debilnych filmów, w których gra z braku kasy na prawników, alimenty i utrzymanie poziomu życia, do którego się przyzwyczaił. Na domiar złego jedyna rola, która jako-tako mu podeszła została sprzątnięta mu sprzed nosa przez Stevena Seagala (oni się nigdy nie lubili w rzeczywistości, stąd ciągłe wzajemne przytyki przy każdej okazji – więcej w ostatnim rozdziale niniejszego opracowania). Jak to w filmie z JCVD, jest odrobina akcji, ale tak naprawdę jest to pretekst do ukazania całej reszty wymienionych wcześniej zagadnień, a nie główna treść filmu. Nie dość, że obraz jest dosyć ciekawy fabularnie, to JCVD uruchamia tutaj swoje pokłady umiejętności aktorskich (tak, on się przez 30 lat w branży zdołał czegoś nauczyć, znowu w opozycji do Stevena). O dziwo jest to (chyba) jedyny film, w którym zarówno widzowie jak i krytycy byli zgodni – jest to kawałek dobrego kina. Ja osobiście nie boję się zaryzykować stwierdzenia, że jest zbliżony poziomem do innego filmu z 2008 roku (który uwielbiam) – „Zapaśnika” („Wrestler”) Aronofskiego (może tylko odrobinę lżejszy). O dziwo w filmie tym nie gra dupa Van Damme’a, nie ma happy endu, a i tak był to pierwszy od dekady film, który był wyświetlany w amerykańskich kinach (niestety w kontrze do mniej ambitnych projektów osiągnął umiarkowyany sukces finansowy).

Jean-Claude Van Damme w filmie JCVD (Van Dammage)
Jean-Claude Van Damme jako stary Jean-Claude Van Damme

Życie po życiu

Co dalej zrobił JCVD z na nowo odzyskanym zainteresowaniem? Ano bywało różnie, ale wygląda na to, że autobiografia wyszła mu ogólnie na dobre, bo jeśli przejrzeć jego projekty od tamtej pory, to nigdy wcześniej nie zebrał tylu pozytywnych opinii odnośnie swojej pracy. Oczywiście, że zrobił w międzyczasie kilka typowych vandamek, bo któż z nas wyprze się swojej natury. Wśród tych typowych znalazły się m.in. kolejna reaktywacja serii o uniwersalnych żołnierzach (zgadnijcie jak się nazywała, tak było to „Uniwersalny Żołnierz: Reaktywacja), a także ostatnio odświeżony „Kicboxer” nagrany z gwiazdami sportów walki (dwie części w ciągu 2 lat, do drugiej udało mu się nawet wkręcić samego „Nieśmiertelnego” – Christophera Lamberta). W nowych „Kickboxerach” JCVD wykorzystuje ten sam patent co Sylwester Stallone w „Creed”, czyli z ucznia w poprzednich częściach cyklu zamienia się w nauczyciela.

Z tych ciekawszych najnowszych produkcji trzeba wymienić m.in. dołączenie do kółka starych ale jeszcze jarych bohaterów w „Niezniszczalnych 2” („Expandables 2”), udział w popularnej serii filmów animowanych – „Kung Fu Panda” (jako Master Croc) oraz mający wyjść lada dzień mini-serial zrealizowany dla Amazon Prime pt. „Jean Claude Van Johnson” (pilot tej serii jest już dostępny od jakiegoś czasu). W tym ostatnim JCVD wykorzystuje sprawdzony patent i znowu wchodzi w wątki autobiograficzne, tym razem dużo bardziej komediowo – fabuła kręci się wokół koncepcji, że cała kariera aktorska JCVD to tak naprawdę przykrywka dla jego działalności jako tajnego agenta. Dla fanów produkcji JCVD ten serial zapowiada się wyjątkowo ciekawie, zwłaszcza, że zawiera sporo referencji do poprzednich filmów Jean-Claude’a. Rzut oka na jeden z trailerów do JCVJ:

Niewiadomą w filmografii Jean-Claude’a, z o dziwo dużą ilością pozytywnych ocen na IMDB (średnia 7.5/10 przy ponad 1300 ocenach), pozostaje film o wielu tytułach: „The eagle path”/ „Full love” / „Soldiers”, do którego JCVD napisał scenariusz, który wyreżyserował, wyprodukował i zagrał jeszcze główną rolę. Pierwsze pokazy tego filmu miały miejsce na festiwalu filmowym w Cannes w 2010 roku, ale od tamtej pory film nie doczekał się oficjalnego wydania (premiera wiele razy przekładana, kręcone dodatkowe sceny, liczne re-cuty, etc.) i sądząc po mieszanych recenzjach osób, które go miały szansę zobaczyć, raczej nie dojdzie do szerokiej dystrybucji. Szkoda, bo zapowiadał się ciekawy, znowu trochę inny projekt niż typowa vandamka (ale też z elementami akcji).

Poza Fabryką Snów

Van Damme, jak na bohatera kina akcji przystało, miał kilka żon. Jest w tym trochę oryginalny, bo z jedną z nich ożenił się dwa razy (na razie jest to jego aktualna żona, ale krążą plotki, że to nie jest jego ostatnie słowo).

Jak wspomniałem wcześniej, JCVD na skutek intensywności aktorskiego życia rozwinął „kokainowy nawyk” (taka kalka z angielskiego, ale że piękny eufemizm to nie mogłem się powstrzymać). Lot na doładowaniu trwał u niego ładnych parę lat, do czego w późniejszym etapie życia się przyznawał. Zamiłowanie do „białych węgorzy” przysparzało mu różnych, czasem mniej, czasem bardziej ciekawych przygód (o np. takich: My Night With Jean Claude Van Damme—A Kilo Of Cocaine And A Bottle Of Lube).

Dodatkowym czynnikiem wspomagającym autodestruktywne zachowania okazała się być zdiagnozowana w późniejszym wieku choroba, a konkretnie zaburzenia afektywne dwubiegunowe. Co prawda Charlie Sheen na pytanie: Are you bipolar? Odpowiadał „I’m bi-winning” (https://www.youtube.com/watch?v=9QS0q3mGPGg), ale wygląda na to, że zarówno w jego przypadku jak i w przypadku JCVD ta przypadłość życie utrudniała, a nie ułatwiała.

Jak to mówią, nie da się rozbić jajka nie przysparzając sobie wrogów. W tym samym czasie co JCVD,  Hollywood podbijał przywoływany wcześniej Steven Seagal, z którym Van Damme notorycznie miał na pieńku. Panowie jechali po sobie przy każdej możliwej okazji (tak im zostało po dziś dzień) – np. Steven zapytany w wywiadzie, czy nie boi się konkurencji ze strony JCVD odpowiadał, że nie wie kto to jest, a JCVD, że Steven mógłby trochę schudnąć. W szczytowym momencie obydwu karier prawie doszło do bezpośredniego starcia Nico z Ulicznym wojownikiem, ale (wg. relacji Sylwestra Stallone’a i samego JCVD) Nico podkulił kitę pod siebie i zwiał (tutaj historia: https://www.youtube.com/watch?v=tZCI-YwSlhA).

Jean-Claude jest też niezłym komikiem, który całkiem nieźle parodiuje innych bohaterów kina akcji, np. tutaj (Schwarzenegger, Stallone i STEVEN SEAGAL): https://www.youtube.com/watch?v=m28o1aDey7k a tu Dolph Lundgren: https://www.youtube.com/watch?v=VszhSWCsxiA.

Do innych ciekawych występów należy zaliczyć jego „performance” w programie Domingo Legal, w którym nie wytrzymuje presji sesji bachaty z tancerką i prezentuje „swój Bangkok” w całej okazałości milionom telewidzów:

(powinni to pokazywać każdemu nastolatkowi, który myśli: „nie wstaję do odpowiedzi, bo będzie przypał” 😉 – bardziej od JCVD się nie skompromituje).

Kiedy nadszedł dla niego etap życia i kariery, w którym mocno musiał przypominać, że jeszcze istnieje, występował w reklamach, które szybko zyskały miano kultowych. Jedną z nich była seria reklam piwa Coors Light, gdzie w którejś z reklamówek rzuca takim tekstem: „my nipples were so cold they started talking to me” (moje sutki stały się tak zimne, że zaczęły do mnie mówić).

Drugą z tych legendarnych reklam jest reklama ciężarówek Volvo. Mało jest chyba osób korzystających z Internetu, które przegapiły filmik z legendarnym szpagatem na ciężarówkach:

Podobnie jak inny aktor kina kopanego – Bruce Lee, Van Damme miał też olbrzymi wpływ na całe rzesze przyszłych profesjonalnych zawodników sportów walki, którzy pod wpływem jego filmów rozpoczęli treningi. Na czele tej gromady stoi znany, lubiany i utytułowany zawodnik kickboxingu, K1 i MMA Mirco „CroCop” Filipović, podobnie jak Jean-Claude znany z niesamowitego rozciągnięcia i morderczych kopnięć (wg. jego własnych słów, potwierdzonych licznymi knockoutami w ringu: „prawa noga szpital, lewa noga cmentarz”).

Filmy z Van Dammem odcisnęły piętno także i na mojej psychice. Zainspirowany jego technikami rozciągania kupiłem nawet maszynę, która wyglądała jak skrzyżowanie fotela ginekologicznego z urządzeniem BDSM (jedna z moich lepszych inwestycji 😉), aby zgarnąć tytuł najlepiej rozciągniętego człowieka na wschodzie (bez sukcesów).

Maszyna do rozciągania, albo fotel ginekologiczny
„Jeśli chciałbyś wystąpić w filmie BDSM, a nie wiesz od jakiego akcesorium zacząć – kup to, polecam.” Jean-Claude Van Damme.

Podsumowując ten przyczynek do wstępnego zarysu sylwetki JCVD: oprócz tego, że jest on oczywiście moim idolem z lat szczenięcych, to w przeciwieństwie do „pana kucyka”, dzięki swojemu podejściu (albo dobremu PR), to jest jeden z tych aktorów, z którym chętnie spotkałbym się, pogadał i napił piwa (niekoniecznie Coors Light).

Nie bądź chytry, podziel się linkiemShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *