TEST 3 NAJPOPULARNIEJSZYCH WAKACYJNYCH NARKOTYKÓW – dawki, działanie, skutki uboczne

Wakacje, kanikuły, holideje, pieriedyszka, urlaub, „co ja teraz wymyślę dla dzieciaków jak przedszkole zamknięte” – wiele nazw, ale wszyscy wiemy o co chodzi – okres przypadający z grubsza na lipiec i sierpień (a czasami wrzesień), w trakcie którego próbujemy odpoczywać lub przeżyć na różne sposoby – niektórzy wybiorą morze, inni góry, kilka osób pojedzie na Mazury, a reszta do polskiej letniej stolicy, czyli Szarm El Szejk. Wakacje, ze względu na podwyższone temperatury (w PL jak na razie w średnia w okolicach 15 stopni), podróże i wiele innych czynników sprzyjają zachowaniom niestandardowym, ryzykownym, czasem wręcz szalonym. Efektami letniego szaleństwa mogą być nie tylko pokaźny debet koncie / zadłużenie na karcie kredytowej, ale też dziury w pamięci, niechciane ciąże (zarówno spożywcze, jak i te „tradycyjne”), a także (nie bójmy się mocnych słów) – uzależnienia. Dla wielu rodziców jest to test na ich wytrzymałość psychiczną w obawie przed tym co ich nastoletnie dziecko wyczynia na pierwszym wyjeździe pod namiot, na OpenEra, czy też nie daj boże na Woodstock. Dla singli, studentów i innych wszelkiej maści degeneratów jest to doskonały okres, by pogłębić degrengoladę i postarać się swoimi „osiągnięciami” przebić pamiętnego konsumenta zupy z Mielna:

Czym napędzają się zatem ci wszyscy wakacjowicze, że przychodzą im do głowy tak śmiałe pomysły, których nie boją się zrealizować? Wielu pewnie pomyśli, że takie cuda to pewnie po standardowej mieszance alkoholu w nieumiarkowanych ilościach, marihłany, a także być może i nie tylko dopalaczy. Okazuje się jednak, że gruntowne badania terenowe wskazują, że jest tzw. „św. trójca” wśród najsilniej uzależniających narkotyków, których spożycie dramatycznie rośnie w okresie wakacyjnym, a których zażywanie może mieć o wiele gorsze konsekwencje niż strzał z heroiny, czy palenie cracku. Poniżej dział dziennikarstwa śledczego planeterror.pl prezentuje to szokujące zestawienie.

1. Pasztet podlaski

Naszą niechlubną listę otwiera pasztet podlaski. Rozumiemy te pomruki niedowierzania pod nosem czytających, ale prosimy o chwilę refleksji. Proszę sobie odpowiedzieć na jedno pytanie – czy da się pojechać w Polskę na wywczas i choć raz nie zrobić sobie śniadania / przekąski na plażę / drugiego śniadania / drugiej kolacji (w hotelu słabo karmią), która nie zawierałaby tego składnika? Otóż to – pasztet podlaski jest z nami zawsze, czy tego chcemy czy nie. A więc jaka jest przeciętna dawka jaką zażywa przeciętny użytkownik? Z naszych badań wynika, że ludzie konsumują zazwyczaj całe opakowanie. Jest to poprzedzone rytuałem, który polega na tym, że zawsze wmawiają sobie, że to tylko mała kanapeczka, tak żeby przypomnieć sobie smak poprzednich wakacji i wejść w imprezowy nastrój. Niestety, zanim ofiara się obejrzy już wylizuje puszkę, czy inne opakowanie po pasztecie i z rozbieganym wzrokiem szuka jego dalszych zapasów. Jeśli była to jedyna puszka, zaczynają się nerwy, trzęsące się ręce, agresywne zachowanie w stosunku do współ-wczasowiczów. Jeśli chodzi o działanie, pasztet (w odpowiedniej dawce) działa podobnie do marhuanny – rozszerzone źrenice, błogostan, tzw. „zamuła” (ociężałość fizyczna i umysłowa). Co do długotrwałych skutków ubocznych ich lista jest dłuższa niż kolejka na zabieg z NFZtu, ale najczęstsze z nich, zgodnie z cytatami użytkowników to: „wyjebany bęben” (badania sugerują, że efekt ten można ograniczyć stosując równocześnie Calgon), „dupa jak szalupa” oraz kwalifikacja do operacji wszczepienia by-passów.

Pasztet podlaski – zdjęcie poglądowe

2. Mielonka tyrolska

Kolejny przedstawiciel przemysłu błędnie określanego „mięsnym”. Tutaj niestety większa część uzależnień zaczyna się w domu. Matki podają ten silnie uzależniający narkotyk swoim dzieciom – np. w postaci kanapeczek przygotowanych na pierwszą autokarową wycieczkę szkolną. Dziecko na początku nie zorientuje się, że coś się zmieniło w jego zachowaniu, postrzeganiu świata. Mielonka jest o tyle zdradliwa, że uzależnienie następuje (podobnie jak w przypadku nikotyny czy heroiny) już od pierwszego podania. Niektóre badania wskazują, że pierwsza kanapka z mielonką tyrolską powoduje w krótkim czasie wzrost dopaminy (tzw. hormonu szczęścia) nawet o 666 procent. Uzależnienie może przejść w stan ukryty, żeby ujawnić się niespodziewanie podczas kolejnego wyjazdu wiele lat później, gdy nieświadomy, uzależniony młody człowiek usłyszy dźwięk otwieranej puszki i poczuje zapach tej mieszanki acetylowanego adypinianu diskrobiowego (E1422), azotynu sodu (E 250), cukru i polifosforanów (żeby wymienić te najsmaczniejsze ze składników). Taki młody człowiek nie wie, dlaczego rzucił się na właściciela opakowania, wyrwał mu je gwałtownie i zaczął jeść rękoma, prosto z otwartej nieumiejętnie puszki, kalecząc do krwi ręce i otwór gębowy. W dalszym życiu mielonka jest nieodłączną towarzyszką wszelkich biwaków, wypadów pod namiot czy spływów kajakowych i każde pakowanie na taki wyjazd zaczyna się od załadowania plecaka zapasem „tyrolskiej”. Działania są zbliżone do heroiny, gdyż działa na podobnej zasadzie. Co do długotrwałych skutków ubocznych wielu użytkowników (będących teraz już w ośrodkach odwykowych) przyznawało się, że syndrom odstawienia był dla nich najgorszym etapem leczenia. Opowiadali wstrząsające historie o tym, jak będąc na mielonkowym głodzie oddawali swe ciało za możliwość choćby powąchania puszki po tym narkotyku.

Mielonka Tyrolska - zdjęcie poglądowe
Mielonka Tyrolska – zdjęcie poglądowe

3. Gofry

Ostatni, ale nie mniej niebezpieczny element naszej szalonej listy to gofry. Szczególnie niebezpieczne dla fit mamusiek, które cały jebaniutki rok ćwiczą, trzymają dietę i nawet nie spojrzą na gluten. Na widok pierwszej budki z goframi spotkanej przy plaży w Łebie mózg im się lasuje – mówią sobie, że przecież cały rok były grzeczne, są wakacje i mogą w końcu odpocząć i zjeść malutenieńkiego gofra z cukrem pudrem, żadne tam szaleństwa. Przychodzą kolejne dni, a organizm dopomina się więcej i więcej. Ich wybory kierują się zatem w stronę: bitej śmietany, później frużeliny (do tej pory nie ma sensownego fizycznego i chemicznego wyjaśnienia czym jest ta substancja), żeby pod koniec turnusu zagryzać półmetrowej wysokości gofra, podwójnym kebabem na grubym cieście z przepojką w postaci litrowej coca-coli („a chuj, teraz to już i tak wszystko jedno”). Standardowa dawka to jednostka układu SI – 1 GoFr, ale różnica jest w dodatkach, które różnicują działania psychoaktywne. Działanie tego narkotyku zmienia się w czasie – początkowo, wyposzczone organizmy reagują na węglowodanowy strzał euforią i wzmożoną aktywnością. Z czasem organizm uodparnia się i narkoman zażywa coraz większe dawki, które mają jednak działanie inne niż na początku – powodują bowiem tzw. śpiączkę insulinową (uzależnieni w schyłkowej fazie potrafią zasnąć w tym samym miejscu, gdzie skończyli jeść). Skutki uboczne, to zwykle „daj pan spokój, cała bluzka i spodnie upierdolone tą jebaną frużeliną”, „znowu nie poszło w cycki”.

Gofry - zdjęcie poglądowe
Gofry – zdjęcie poglądowe

Mam nadzieję, że powyższe zestawienie przyczyni się do bardziej racjonalnego gospodarowania używkami w trakcie wakacyjnego lenistwa.

Nie bądź chytry, podziel się linkiemShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *