Już za chwilę Święta Wielkiej Nocy – dla niektórych czas religijnej refleksji i zadumy, ale dla większości jest to doskonały pretekst, żeby wytłumaczyć „temu idiocie”, jak blaszane ptaki są w stanie zbudować i przemycić do samolotu bombę termo-baryczną, tudzież dlaczego seicento nie jest bardziej masywne od rządowej limuzyny. Tak, w Polsce ostatnimi czasy linie podziału stały się głębokie jak gardło Lindy Lovelace i grube jak Grycanki. Wydaje się, że my Polacy jesteśmy w stanie określić się jedynie przez podział (aż dziw, że do tej pory nie zaczęliśmy się rozmnażać przez podział komórek).

Wszyscy znamy najbardziej aktualne osie sporu oraz te ponadczasowe, jak wyższość Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy, czy to kto jest najlepszym naśladowcą Elvisa Presleya (Michał Milowicz czy Krzysztof Krawczyk). Niewiele osób zdaje sobie jednak sprawę, że jest podział dużo bardziej podskórny, który dotyka istoty polskości, samego jej serca i duszy. Ze względu na zbliżający się czas „nieumiarkowania w jedzeniu i picu” warto wspomnieć o konflikcie starym jak dowcipy Karola Strasburgera, a mianowicie czy podać żurek czy barszcz biały na wielkanocny stół?

Zarzewie sporu

Spójrzmy na początek na historię tego sporu. Okazuje się, że pierwsze odnotowane na ziemiach polskich konflikty spowodowane tą (wydawałoby się drobną) różnicą „liturgiczną” mają miejsce już w pierwszej połowie XIII wieku, kiedy to zupy zaczęły dopiero zadomawiać się na polskich stołach. Efektem tego sporu było pierwsze wystąpienie zakonu krzyżackiego przeciwko księciu Konradowi Mazowieckiemu, które zakończyło się napadem na Płock i spaleniem tamtejszej katedry przez margrabiego Miśni – Henryka (zaproszonego przez Krzyżaków). Jak wiemy z innych źródeł historycznych, Krzyżacy obstawiali przy żurze, natomiast książę był zdecydowanym zwolennikiem barszczu białego.

Renesans konfliktu

Spójrzmy dalej – przełom XVI i XVII wieku, w Polsce panuje „Zygmunta Trzecia Waza” i co my mamy w tej wazie? Spory kulinarne trwają w najlepsze, z kulminacyjnym punktem w postaci krwawo stłumionego powstania Nalewajki na terenach współczesnej Ukrainy i Białorusi (przysięgam, że tego nie zmyślam, Waza walczył z Nalewajką, normalnie „kitchen wars”). W trakcie walk powstańcy na początek zaatakowali spichlerze Hipacego Pocieja i Cyryla Terleckiego (popierających unię i Zygmunta), gdyż było to główne miejsce produkcji zakwasu na mące żytniej (główny składnik żuru) nie tylko w Rzeczypospolitej Obojga Narodów, ale i w całej ówczesnej Europie. Głównymi celami powstańców było zdobycie Krakowa, rozbicie i wytracenie stanu szlacheckiego, ale przede wszystkim raz na zawsze udowodnienie wyższości barszczu białego (popularnego na Ukrainie i Białorusi) nad wskazującym na niemieckie pochodzenie żurem (wg. Wikipedii nazwa ta pochodzi od dawnego niemieckiego wyrazu sūr, dziś sauer – kwaśny).

Barszcz i żur pod zaborami

Co dalej – dalej mieliśmy Polskę pod zaborami, w której to sercu konflikt żurkowo-barszczowy tylko się pogłębiał. Jesteśmy już w XIX wieku i jak wiemy z lekcji historii i języka polskiego, jest to jeden z najbardziej dramatycznych okresów w dziejach naszego kraju. Ziemie polskie, rozdarte przez zaborców, są świadkiem i uczestnikiem wielu brzemiennych w skutki wydarzeń historycznych: Powstanie Listopadowe, Powstanie Styczniowe, Wiosna Ludów. Wielu patriotów nie śpi dniami i nocami myśląc jak odzyskać niepodległość. W tej historycznej zawierusze różne stronnictwa mają różne pomysły na to, jak ratować kraj, ale spotykając się przy wielkanocnym stole ciężko im się dogadać co do dalszych kroków (stąd wiele niepowodzeń zrywów wyzwoleńczych).

Okazuje się, że kluczem do zrozumienia tych różnic w poglądach jest znowu spór o wielkanocną zupę. Najlepszym sposobem obserwowania tego sporu, jest analiza tego jak rozwijał się na polu sztuki. W tym czasie działało kilku polskich wieszczów, a konflikt dwóch z nich nadawał ton całej ówczesnej polskiej literaturze. Chodzi oczywiście o Mickiewicza i Słowackiego – obydwaj oddani Polsce bez reszty nie mogli dogadać się w tej jakże fundamentalnej kwestii. Główną osią sporu pomiędzy poetami była sprawa tego, jaką rolę odgrywa w społeczeństwie zupa i jak może się ona przyczynić do odzyskania niepodległości ojczyzny. Dodatkowo oczywiście jeden obstawał przy żurze (Słowacki), a drugi przy barszczu (Mickiewicz). Kulminacyjnymi punktami konfliktu są Wielka Improwizacja, gdzie uwielbienie dla barszczu wybija z każdego wersu (przykłady poniżej):

„Zupo ma, tyś jest gwiazdą za granicą świata!”
„Cóż Ty większego mogłeś zrobić – Boże?”
„Ty Boże, ty naturo! dajcie posłuchanie. –
Godna to was zupa i godne śniadanie.”

i jej krytyka w postaci monologu Kordiana na Mont Blanc, gdzie Słowacki poddaje w wątpliwość wartość barszczu, m.in. w tych wersach:

„Ha! przypominasz mi się, narodów mogiło!”

przy jednoczesnej apoteozie żuru:

„Mogęż siłą żuru serce moje nalać,
Aby się żurem na tłumy rozciekło,
I przepełniło talerze nad brzegi,”

Współczesność

Z okresu romantyzmu przeskakujemy do współczesności i spójrzmy jak z dzisiejszej perspektywy, świata komputerów, telefonów komórkowych, amfetaminy i wszechobecnej macdonaldyzacji w odżywianiu wygląda ten pradawny spór. Otóż okazuje się, że kwestia konfliktu żurkowo – barszczowego nie umknęła też uwadze Głównego Urzędu Statystycznego, który już od wielu lat bada tę kwestię. Poniżej znajdziecie wykres, który prezentuje dane zebrane na podstawie sondy na reprezentatywnej grupie 123 098 respondentów:
2% barszcz 2% żurek 97% "to na to kurwa idą nasze pieniądze?"

Jak widać, spór jest trwały i ciągle wyrównany – nie możemy zatem liczyć tym razem na świat nauki, aby podpowiedział nam jak wyjść z tego świątecznego impasu, żeby jak zwykle nie skończyło się mordobiciem przy wielkanocnym stole. W tym miejscu musimy zatem przywołać jednego z ww. wieszczów i podobnie jak on zaufać raczej „czuciu i wierze” niźli „szkiełku i oku”. A na wyczucie najlepszą metodą uniknięcia niepotrzebnych swar jest niepodawanie ani barszczu ani żurku, a odwołanie się do najbardziej rdzennego ze rdzennych polskich dań, czyli oszronionej butelczyny pysznej polskiej wódeczki.

Na zdrowie i Wesołych Świąt!

PS. Jeśli nie wierzycie mi z tą wódką spytajcie jednego z lepszych lekarzy na świecie, on wie co mówi:

hugh laurie o wódce
Doktor House się zna na rzeczy.
Nie bądź chytry, podziel się linkiemShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *