Kolejny poranek i kolejna poranna podróż samochodem. Jakoś tak się złożyło (składa się w sumie dosyć długo, bo jeszcze od czasów kiedy nie miałem własnego samochodu), że w tle przygrywa TokFM. Niby jest tak, że lubię w tym radiu może ze dwie audycje i troje redaktorów (z których dwoje już nie żyje), ale nadal towarzyszy mi ono w trakcie jutrzenkowych wojaży. Inne radiostacje nadają miks w większości niestrawnej dla mnie muzyki i jakichś debilnych konkursów, a na słuchanie RMF Classic, czy Chilli Zet jestem jeszcze za młody.

Co dzisiaj w programie?
Najpierw jakiś partyjny beton – bezczelny i szczekający szybciej niż terier na amfetaminie prowadzi „rzeczową” konwersację z red. Wielowieyską. Nie trawię pani redaktor (chyba najbardziej za to, że zastępując od czasu do czasu ś.p. Tadeusza Mosza w EKG psuła mi całe słuchowisko podejściem „nie znam się to się wypowiem”), ale na czas audycji stałem się jej kibicem i życzyłem uzyskania chociaż jednej wartościowej odpowiedzi ze strony zaproszonego gościa (niestety, nie udało się).
Po tej rozgrzewce na antenę wchodzą komentatorzy radia TokFM i tu znowu moc wrażeń i „ciekawej” wymiany zdań, w trakcie której Piotr Semka stara się skrzeczeniem i stękaniem zagłuszyć pozostałych uczestników debaty. Cały czas zastanawia mnie, czy był jakiś inny powód zapraszania pana Piotra niźli tylko potrzeba wygadanego i zapalczywego komentatora, którego najlepiej skonfrontować z p. Kurkiewiczem i audycja sama się robi. Obydwaj panowie przy kontakcie regują gwałtownie jak potas z wodą (hehe, trójeczka z chemii za darmo nie przyszła :P), dostają piany na ustach i w radio słychać tylko jak kłapią zębami blisko tętnicy szyjnej przeciwnika w nadziei zadania ostatecznego ciosu.
No dobra, ale ja nie o tym chciałem. W tzw. międzyczasie prowadząca rzuca hasło, że zaraz wiadomości i przegryzanie tętnic będziemy kontynuować po przerwie. Jakiś trochę zaspany byłem, czy moja czujność została uśpiona powtarzalną treścią programu, bo pierwsza reklama złapała mnie, jak to się mówi w piłkarskim żargonie, na wykroku:
Radio : Czy masz erekcję?
Ja (gadam na głos, bo jadę sam i nikt nie posądzi mnie o chorobę psychiczną): ale że teraz !?!? a poza tym kto, nomen omen, pyta?
R: Czy wiesz, że srajdziesiąt procent mężczyzn narzeka, że ich penis nie jest sztywny jak widły wbite w gnojowicę?
J: No, dobra, ale to trzeba tak bardzo obrazowo?
R: Ale nie przejmuj się, na ratunek przyjdzie Ci Konar King. Jeśli chcesz być jurny niczym ogier rozpłodowy ze stadniny w Janowie Podlaskim, łykaj Konar King, który podniesie twą wątłą „gałąź” do góry szybciej, niż ONRowiec rękę do „rzymskiego salutu” („tak jak w reklamie telewizyjnej”).

Czy można lepiej zaczać dzień?

Nie bądź chytry, podziel się linkiemShare on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email

2 thoughts on “„NIE PIERWSZY RAZ STAJE MI …”, czyli dlaczego uwielbiam reklamy radiowe”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *